Thames Path 100 – 30/04/2016

Thames Path, Tadeusz Gumulka, ultra runner

30.04.2016 Thames Path 100, nie wiedziałem czego się spodziewać po tym biegu, ale założenie przed startem było takie, aby pokonać ten dystans poniżej 19h…..
Start zaplanowany na godz 10:00, ale do Londynu trzeba jeszcze dojechać, pobudka 5:45, śniadanko, kawka i jazda do stolicy 🙂
Thames Path, Tadeusz Gumulka, ultra runner

Bieg zaczął się dla mnie bardzo źle, ponieważ już po 6km zaczęło mnie boleć to kolano, tak jak na Maratonie w Manchesterze i już po tych 6km myślałem, że to koniec, ale starałem się biec troszkę zmienić krok, aby mniej bolało, biegłem tak aż do CP1 (18,5km), gdzie po wybiegnięciu z niego zorientowałem się, że jest już dobrze, wskoczyłem na fajne luźne komfortowe tempo i podziwiałem widoki wzdłuż Tamizy.

Co drugi Check Point miałem się kontaktować telefonicznie z moim pace makerem jak idzie.
CP2 35,2km zameldowałem się w czasie 3h 15min, zdałem relacje telefonicznie i biegnę dalej, CP3 był w Dorney i tutaj był pomiar czasu wraz z pozycją, które to można było śledzić online, biegnę dalej, było już 50km w nogach i powoli zaczęły mnie łapać skurcze, nadchodził powoli pierwszy kryzys, ale biegłem cały czas, tempo spadło do 5:45/km, dobiegłem do CP4 (61km -5h 46min) i dzwonię do bazy, Gosia mówi, że po pierwszym pomiarze czasu byłem na 24 miejscu, mówię że minąłem chyba 4 osoby, kończymy rozmowę i lecę dalej.

Thames Path, Tadeusz Gumulka, ultra runner

CP5(70,5km – 6h 44min) Kryzys minął i biegnie się dobrze, ciągle wierzę że będzie dobrze, mijam kilku biegaczy, dobiegam do CP6 – Henley (81,6km – 8h), dzwonię ponownie, a Gosia mi mówi, że jestem już 11, odpowiadam krótko „a to fajnie”, krótka gadka szmatka i lecę dalej, odcinek od Henley do Reading (CP7) biegło się bardzo dobrze, pokonany kryzys nie wracał, ale za pomiarem czasu zamiast biegnąć wzdłuż Tamizy pobiegłem wzdłuż kanału i zorientowałem się dopiero po około 1km, ale nie było sensu wracać, bo mniej więcej znam Reading i wiedziałem, że Tamiza jest gdzieś po prawej stronie, w rezultacie dołożyłem 1,5km na krótkim odcinku i jak wróciłem na trasę, to spotkałem biegaczy, których przegoniłem około 15min wcześniej 🙁 trochę mnie to wkurzyło, no ale cóż trzeba lecieć dalej, łapie mnie kolejny kryzys, walczę już sam ze sobą.
Dobiegam do CP8 (107,2km – 10h 32min) tutaj czekają na mnie, Gosia, Jolanta, Ania, Tomasz, jestem wykończony, Gosia mówi, że w Reading byłem już na 7 pozycji, zatrzymuję się z nimi, pomagają mi wyciągnąć latarkę, bufę, rękawiczki, już robiło się ciemno, w tym momencie byłem na 6 pozycji, ale na tym postoju przegania mnie jeden biegacz, z którym wielokrotnie się już mijaliśmy 🙂 Po spotkaniu z wyżej wymienionymi osobami, dostałem ponownego kopa motywacyjnego, poprosiłem ich aby przyjechali do kolejnego pkt, który był oddalony o 6,4km.

Do CP9 (113,6km – 11h 43min) dobiegam ożywiony, czekają na mnie Gosia i Jola, umawiam się z Gosią, mym pace makerem, że będzie mnie holować ostatnie 24km i że zadzwonię 20min przed dobiegnięciem do miejsca spotkania.
Biegnąc z CP9 do CP10 znów pomyliłem trasę i dokładam kolejny 1km (jakby 161 miało być mało), podcina to trochę skrzydełka, znów łapie mnie kryzys, wbiegam do CP10(124km – 12h 38min) i zorientowałem się, ze coraz słabiej widzę, a marshali twarze rozpoznaję z odległości 3m, dalej to już zamazany obraz, po wybiegnięciu z tego pkt, dzwonie do Gosi i mówię, że od tego miejsca robię już marszo bieg i może mnie dłużej zejść.
Thames Path, Tadeusz Gumulka, ultra runner

Po tym telefonie, jednak walczę dalej i biegnę cały czas, gdzieś połowie odcinka między tymi dwoma pkt, miałem bliskie spotkanie z krowami, biegnę sobie patrzę, a tu jakieś oczka się święcą, początkowo myślałem, że to jakieś zwidy, przecieram oczy, a tu stado krów, około 15 leci w moją stronę, zatrzymuję się i mówię do nich „wypier….ć”, chyba zrozumiały, chociaż jedna przystawiała się z rogami do mnie, ale szedłem wolno, pobiegły sobie gdzieś dalej, biegnę dalej, a tu znów słyszę jakieś łupu tubu, oglądam się, a te stworzenia 2m za mną (prawie narobiłem w gacie), znów krzyknąłem do nich kilkoma wulgaryzmami, ale jedna z nich wyraźnie chciała się bić i z rożkami do mnie, doszedłem powoli do ogrodzenia i pobiegłem dalej.
Na 3km przed CP11 dzwonie do mego zajączka, aby już wyruszyła, po tym telefonie mam totalny zgon, chcę tylko dotrzeć do pkt kontrolnego, postanawiam biec 7min i 3min szybki marsz, ciężko się zebrać do biegu po marszu na tym etapie, ale robię to.
Dobiegam w końcu do CP11 (136km (+3km dołożone) -14h 9min), tutaj czekają na mnie Jola, Ania, Tomek, Iwona i mój zajączek Gosia, początkowo nie poznaję ich, bo wzrok już bardzo słaby, Tomka to rozpoznaję chyba z 1m, a Iwona jakby się nie odezwała to bym nawet nie widział kto to jest :).
Jestem skonany, wiem że wyglądam jak zombi, ale każdy z nich mówi: „Looking good, looking strong”, wchodzę do środka, gdzie było jedzonko, ale nie wiem za co się zabrać, widzę słabo, chcę naleśnika z dżemem, Marshal mi podaje, biorę chyba jakieś mandarynki i wychodzę, ekipa życzy powodzenia, a ja mówię Gosi, że chcę aby pilnowała czasu i biec schematem 7min bieg. 3 min marsz… ruszamy.
Thames Path, Tadeusz Gumulka, ultra runner

Zajączek mi mówi, że już 7min, mówię, że biegniemy dalej i powiem kiedy przechodzimy w marsz, biegliśmy tak grubo ponad 3km, do czasu aż nie potknąłem się i wyrżnąłem orła, wstaję wku…..y i mówię że idziemy, a po 3min ruszamy znowu, ten schemat trzymamy aż do Abingdon CP12 (145,5km – 16h 16min), tutaj na tym postoju poprosiłem o pierwszą herbatkę, szczerze to nie mówiłem, że słabo widzę, nawet swojemu zającowi 🙂 Marshal mówi, ze spokojnie dogonię tego przede mną, zbieramy się i kontynuujemy schemat 7/3, doganiamy biegacza, który też miał zająca, Gosia mówi, ze czas przejść do marszu, mówię jej że biegniemy aż nie znikniemy z oczu tym biegaczom, aby nie chciało im się nas gonić, niestety ucieczka się powiodła, po 3 min oglądam się są za nami, idziemy znów, oni uciekają, a mi nawet nie chce mi się ich gonić.
Km uciekają bardzo wolno, docieramy do ostatniego CP, wzrok wcale nie jest lepszy, biorę herbatę, piję dosyć długo, w tym czasie dobiega kolejny biegacz, który widząc moją postać upatrzył szansę, na poprawienie swojej pozycji, wziął tylko mandarynkę i pobiegł, musiałem wyglądać już strasznie.
Ruszamy znów, liczę szybko, że jeżeli zostało nam 6km, to tym schematem 7/3 wyrobimy się przed 19h, biegniemy, gęsta mgła rozścieliła się wokół rzeki, do tego mój słabnący wzrok, podążam tylko za mym zającem, ale mówię Gosi, że teraz biegniemy 1km i idziemy 3min, będzie lepiej szło. Docieramy do mety w czasie 18h 22min 8sek, cel zrealizowany, 9 miejsce.
Thames Path, Tadeusz Gumulka, ultra runner

Statystyki:
W biegu wystartowało 324 biegaczy, ukończyło 207,
25 skończyło poniżej 20h Padły 2 rekordy trasy:
– rekord męski 14h 9min 54sek,

– rekord kobiet 16h 9sek.
Thames Path, Tadeusz Gumulka, ultra runner

Dystanse po drodze:
Półmaraton – 1h 55min
Maraton – 3h 55min
50km – 4h 44min
80km – 7h 43min
100km – 9h 47min
12h – 118,5km
Thames Path, Tadeusz Gumulka, ultra runner

Tempo średnie biegu to 6:30/km, a suma postojów w CP to 51min, czyli czas biegu to 17h 31min
Osobiście nie wyobrażam sobie nawet jaką siłę woli mieli wszyscy, którzy przybiegli po 24h, a było ich 79.
Podziękowania dla wszystkich, którzy kibicowali na trasie, na fb, sms, czytałem wolnej chwili i dawało kopa.
Wielkie DZIĘKUJĘ dla Gosi, która prowadziła mnie przez ostanie 24km w mrozie, bez zająca zeszłoby mnie o wiele, wiele dłużej, jeżeli w ogóle bym dotarł do mety, temperatura odczuwalna tej nocy przy Tamizie to około -3.
Thames Path, Tadeusz Gumulka, ultra runner

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmailby feather

Odpowiedź do artykułu “Thames Path 100 – 30/04/2016

  1. Pingback: Trening Maj 2016 | Bieganie, jak biegać, trening biegacza, plany treningowe, maraton, początki biegania :)

%d bloggers like this: