Spartathlon cz.2

0-112km – czyli lekko i przyjemnie.
No i wystartowaliśmy, początek trochę tłoczno, ale po 1km zrobiło się luźniej, jest lekko w dół, moim założeniem jest biec nie szybciej niż 5:45/km i realizuję to od samego początku.

Pierwsze 8-10km przez Ateny, drogi otwarte tylko dla nas, sporo ludzi na drogach. Tempo na pierwszych 10km to 5:50, cieszę się że idzie tak idealnie, lekki spokojny bieg, na pkt biorę colę i jakieś ciasto, banana, czy cokolwiek tam jest, a w butelce magiczny napój.
Butelka miała mi służyć tylko do polewania się wodą w razie gdyby było gorąco, ale nie wykorzystałem jej do tego. Na 10km doganiam Bartka, biegniemy razem, tzn blisko siebie, ja się zorientowałem że to za szybko więc zwalniam. Na 19,5km biorę swoją pierwszą paczuszkę z pkt, mam tam 3 żele, powinny wystarczyć do pierwszego spotkania z serwisantem.
Drugie 10km to średnie tempo 5:45. Bartek zniknął gdzieś z przodu jak brałem pakunki, biegnę dalej swoje, biegnie się lekko, nie jest gorąco 🙂
Na 35km doganiam Roberta i Zbyszka, biegniemy dłuższy czas ze sobą.
Na 42km dobiegam w czasie 4h 5min dokładnie tak jak było założone przed biegiem, tutaj czeka na mnie Gosia z pomarańczami oraz z kolejnymi żelami, pakuję to w siebie, łyk coli i jazda dalej, następne pkt z serwisem dopiero w Koryncie na 80km.
Na 45km jest kolejny podbieg, spotykam tam Rafała, który idzie (teraz żałuję, że tego ja tam nie szedłem) ja do tej pory wszystko wbiegam bez jakiejkolwiek zadyszki, jest naprawdę lekko,
Na około 60-65km gubię chłopaków, nie wiem czy z przodu, czy z tyłu.
Cały czas kontroluję tempo, średnie tempo odcinków nie odbiega od założeń.
Na 79km mijam Sławka, tzn. nie wiedziałem że to on, ale on pyta czy nie za szybko, mówię że biegnę swoje, biegniemy chwile razem i dogania nas Andrzej, który mówi że sam jest zaskoczony tym jak dobrze mu idzie jak na debiutanta, ale obawia się że może się to skończyć (Andrzej zachował siły do końca i wbiegł na metę w 29h 29min – wielkie gratulacje).
Do 80km przybiegam w czasie 7h57min, Gosia pyta czy nie za szybko, mówię, że wszystko zgodnie z planem i że bardzo dobrze się czuję. Dostaję zupę, kawę, kolejne żele, uzupełnienie magicznej mikstury i dalej w drogę.


Spartathlon, relacja

Teraz już będziemy się widzieć częściej.
Na 93km dostaję kisiel i kopniaka na drogę 🙂
100km mijam w 10h 7min, na 103km znów serwisantka, uzupełniam mikstury, żele i lecę, mówię Gosi że jest bardzo dobrze i lekko, sam a potwierdza, że wyglądam świeżo 🙂
Kolejny pkt gdzie mamy się spotkać, to 113, a od około 109 zaczyna mi się kryzys, uda zaczynają palić, dobiegam do 113km i mówię Gosi “zaczęło się, łapie mnie kryzys, muszę biec i przejdzie” grymas na twarzy, już nie wyglądam jak godzinę wcześniej. Dostaję co miałem dostać i w drogę walczyć dalej.

113-200km – kryzys i próba walki.
Pierwszy marsz pod górę miałem na 133km, spory podbieg i do pkt. było już tylko 800m więc szedłem. Na pkt. spotkałem drugiego Andrzeja i pytam co on tu robi, bo miał walczyć o dobry czas. Odpowiada, że rezygnuje, nie zdradzę całej rozmowy, mówię tylko, że jak mi nie przejdzie to celem będzie ukończenie. Przebieram koszulkę, ubieram długi rękaw, jem zupę i w drogę. Uda coraz bardziej bolą, ale biegnę płaskie i w dół, w górę idę, tak było do 150km, zaczęły się bóle przywodzicieli i bioder.
Postanawiam, że pójdę aż do góry Sangas, a potem zobaczę co się będzie działo.
Kolejne 10km to marsz, zaczyna się kalkulacja, czy się wyrobię jak tylko pójdę, wychodzi mi że na tym etapie muszę jeszcze przebiec min 30km, a resztę przejść szybko, bez postojów na CP.
Przed wejściem na górę jeszcze jest pkt. gdzie spotykam się z Gosią ponownie, biorę kurtkę, coś zjadłem, nie pamiętam co i idę w górę.


Spartathlon Tadeusz Gumułka.ultramarathon

Wejście miało 3km kamienistymi serpentynami, w deszczu, a na górze było może 4 stopnie. Dobrze, że wejście pod górę jest w nocy, przynajmniej nie widać jak daleko jest. Docieram na szczyt, tam pizga śniegiem, podaję tylko nr startowy i zmywam się jak najszybciej, próbuję biec, ale jest ślisko, nie ryzykuje i schodzę. Od 166km zaczynam nadrabiać stracone km i przebiec wspomniane 30km na przemian z marszem, biegnę więc 2km i marsz, mam dosyć po tych 2km, próbuję tak robić co jakiś czas 1km biegu, 1km marszu.
Docieram do Nestani, najlepszy pkt na trasie wg mnie, tam czeka Gosia, Andrzej i Wiola, którzy pomagają innym naszym reprezentantom. Zjadam zupę, ziemniaki, kisiel, spędzam tam dużo czasu, bo ponad 15min. Jest już 6 rano, ściągam więc kurtkę i zostaję tylko w długim rękawie. Ruszam ze spuszczoną głową powoli…po 2km żałuje że oddałem kurtkę, jest mi zimno, ale nie będę się wracał już, czekam na dzień. Realizuję mozolnie taktykę marszo biegową i dopóki biegnę 1km i idę 1km jest ciężko, ale sprawdza się i posuwam się powoli do przodu. Próbuję walczyć i pociągnąć 2km, po tych 2km muszę iść 3km, bo wszystko boli.
Spartathlon, Tadeusz Gumułka, ultramaratończyk
Spartathlon

200-245km – byle dotrzeć.
Na 200km dogania mnie ponownie Sławek mówię mu, że ja już do końca idę i to powinno wystarczyć, aby skończyć około 35h 30min.
Tadeusz Gumułka

Na 212km pojawia się Polska młodzież mieszkająca w Grecji, wprowadzają mnie na pkt przez tunel utworzony z rąk, jest tam Gosia Andrzej Wiola i wiele innych osób, zjadam zupę przygotowaną przez nich i mówię, że idę bo ciasny limit.

Spartathlon, szkoła Polska w Grecji
Spartathlon, doping, szkoła Polska w Grecji

Na 220km dogania mnie grupa pościgowa Bartek, Robert i Zbyszek, mówią żebym do nich dołączył, że będzie raźniej, odpowiadam że nie mogę już że wszystko boli i spokojnie idąc wyrobię się, proponują jeszcze raz i dałem się namówić, kolejny błąd, biegniemy może 1km i znów idziemy, zaciskam zęby z bólu, żeby się chłopaki nie orientowali, dają znów sygnał do biegu, startuję i po 50m mówię że nie dam rady już nogi nie współpracują, idą chwile ze mną, ale mówię im żeby robili swoje ja mam duży zapas i się wyrobię, a nie chcę ich zatrzymywać.
życzymy powodzenia i chłopaki oddalają się w oddali, zostaję sam (na szczęscie) teraz mogę sobie postękać na głos.
Na 10km jeszcze jest jeden pkt gdzie spotykam się z Gosią, przebieram koszulkę i mówię żeby widzimy się na mecie, nie chcę aby widziała jak mi łzy płyną z bólu, ten przeszywający ból był nie do zniesienia, ale celem było dotarcie do Sparty.
Spartathlon, 10km do mety

Km uciekają bardzo powoli, wszystko się dłuży w nieskończoność, liczę jeszcze raz czym, aby się nie mylę i na 8km przed meta wychodzi, ze idąc będę na mecie po 35h20min.
Na 4km przed metą dołącza do mnie ksiądz, pytam go czy Ty jesteś Ksiądz ? odpowiada, że tak, ale znał tylko grecki, coś tam mówił po swojemu, zrozumiałem tylko, że mogę się wyspowiadać w tej ostatniej drodze, tzn. tak sobie to tłumaczyłem 🙂 Idziemy tak razem obok siebie ponad 2km i tak naprawdę to chciałem, aby już mnie zostawił, bo myślałem, że prowadzi mnie do piekła.

Apropos piekła, to zaczęło się jak mnie ksiądz zostawiał, bo 1km przed metą już nie dałem razy iść, złapałem się na biodro i uciskałem,, kulejąc przemieszczałem się bardzo wolno do mety, ostatnia, prosta jakieś 400m, tutaj większość biegnie, a ja nie mogę zrobić kroku bez bólu.

Spartathlon finish

Dołącza do mnie młodzież ze szkoły i z szalikiem nad głową oraz w asyście zmierzam ku końcowi. 200m przed meta dołącza jeszcze Gosia i idziemy ku Leonidasowi, kibicie dają z siebie wszystko, jest głośno, słyszę spikera, który pięknie wymawia imię i nazwisko.
Spartathlon meta

Dotykam stopy posągu po 35h24min wędrówki.
Tadeusz Gumułka, ultramaratończyk

Spartathlon meta, Tadeusz Gumulka
Ale na tym Spartathlon się nie kończy… c.d.n
Tadeusz Gumułka, Sparatathlon, meta

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmailby feather
%d bloggers like this: