Milton Keynes Marathon 01-05-2017

Zacznę od tego, że ten sprawdzian 3tyg w półmaratonie, to nie był jednak wypadek przy pracy, tylko pokazało mi to juz wtedy gdzie jestem i potwierdziło się to dzisiaj na maratonie.

Bieg miałem zacząć tempem między 4:25-4:30 i tak też pierwsze 5km zrobiłem, bo wyszło dokładnie 4:25, druga i trzecia piątka już wszedłem w swoje tempo docelowe 4:17.

Dystans półmaratonu dokładnie z założeniami 1:31:30 idealny czas, aby zrobić negative split na 3h, niestety niedługo się cieszyłem tym dobrym czasem, bo już od 23km zaczęło się to co ostatnio na Richmond Marathon, nogi ciężkie oraz zadyszka nie wiadomo skąd, delikatnie zwolniłem na 2km, ale nic nie wskazywało na poprawę, spóbowałem przyśpieszyć, niestety nie szło.

Motywacja siadła, sił brak, łamanie trójki poszło w ….,a nawet nie zanosiło się na poprawę życiówki. Zwyczajnie się poddałem i zwolniłem do tempa spokojnego, raz za czas mieszerując :(.

Wracam z Milton Keynes na tarczy, ale trenuję dalej, bo myślę że swoje dno już osiągnąłem i teraz może być już tylko lepiej. 😉

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmailby feather
%d bloggers like this: