Liverpool Marathon 14/06/2015

Rock’n’ Roll Liverpool Marathon 2015
Decyzję o tym starcie podjąłem już po nieudanym starcie w Praga Marathon, już tego samego dnia byłem zapisany na ten właśnie bieg i po raz kolejny minimalnym celem było zejście poniżej 3:05, 10 dni wcześniej zrobiłem test Yasso, z którego wynikało, że nie będzie z tym problemów, bo w test wskazał na 2:55, więc w planie było złamanie 3h, a jak się podwinie noga to niewspomniane 3:05.

Liverpool Marathon Tadeusz Gumulka W Liverpoolu byłem już w piątek coś około 21:00, kolacja i do spania. Wstałem coś koło 9:00, a co ? Trzeba się wyspać :). Po śniadaniu udałem się po odbiór pakietu startowego, trochę pozwiedzałem miasto, po drodze wstąpiłem na obiadek i piwko, w rezultacie do hotelu wróciłem coś około 17. Szybki prysznic, leniuchowanie i o 19-tej  zszedłem jeszcze na przed maratońską kolację.

Niedziela pobudka 7:00, śniadanie zaczynają serwować dopiero o 8:00, więc przygotowuję wszystko, co potrzebne na bieg, tak aby zaraz po śniadaniu wyjść w miarę szybko na metro, start zaplanowany na 10:00, wiec sporo czasu było, ale do metra trzeba iść 20min.

W okolicach startu jestem już 9:15, jest czas na wszystko, toaleta, rozgrzewka, toaleta, i 10min przed startem idę do swojej strefy startowej, docieram na miejsce 3min przed startem. W głowie ułożona taktyka wiem, że jest dużo podbiegów, z tego powodu mam zakodowane, że pod górki będę zwalniał do komfortowego tempa, natomiast w dół szybciej, ale cały czas trzymać mam intensywność. Pierwszy raz tez biegnę maraton z pulsometrem, ma mi on przypominać, kiedy przeginam.

10:00 start, biegniemy w lekkim tłumie jak to zwykle na początku, pierwszy kilometr w 4:10, od razu dałem sobie mocną zjebkę, i kolejny już 4:23, 4:25, 4:23, chyba dlatego jednak, że było pod górkę, ale tętno na razie dobre było. 5 km zamykam w czasie 21:38 (w Pradze 21:44). Do 13 km jest praktycznie cały czas pod górę z lekkimi spadkami co jakiś czas, 6 km 4:06, 7 km 4:02, 8 km 4:11 nie wiem, czy tutaj nie było przegięcia, ale pulsometr cały czas pokazuje tętno 160-162, 9 i 10 km to mocne podbiegi i te kilometry kończę odpowiednio 4:19 i 4:28, 10 km kończę w czasie 42:34, czyli dużo za szybko, bo w planie było nie szybciej niż 43min :(.Kolejne kilometry znowu góra dół, góra dół i kolejne 5 km przebiegam w 21:02 – le jestem zły, zdecydowanie za szybko, ale w sumie teren na to pozwolił. Liverpool Marathon Tadeusz Gumulka

Połowę dystansu przebiegam dokładnie w 1h 30min więc znowu za szybko, bo miało być 1h 31min czuję, że to się zemści na mnie, ale ciągle czuje się dobrze.

 

Liverpool Marathon Tadeusz Gumulka Liverpool Marathon Tadeusz Gumulka Liverpool Marathon Tadeusz Gumulka

 
Gwoździem do trumny okazał się podbieg na 27 km, miał może 600m dosyć stromy, z reszta jak większość z tych podbiegów, ale na tym podbiegu tak mniej więcej po 200m była orkiestra z bębnami i akurat grali „SafriDuo – Played a Live”, przy tym kawałku nie da się kontrolować tempa, mimo że było pod górę, nieświadomie pędziłem jak rollercoaster, dopiero przy wierzchołku tego wzniesienia spojrzałem na zegarek i zobaczyłem, że moje tętno jest zdecydowanie poza dopuszczalnym zakresem, tętno 179 to było właśnie przegięcie, no ale cóż postanawiam odpocząć w czasie biegu, w sumie czas dobry więc może uda się doprowadzić do porządku. Od 27 km do 32 biegnę tempem od 4:35-5:00 na podbiegach, staram się odpoczywać. 32 km przekraczam w 2:19:39, szybko liczę i wychodzi mi, że biegnąc po 4:40/km będzie poniżej 3:05, podejmuje próbę przyśpieszenia i 33 km w 4:33, ale było trochę wiatry, z resztą wiatr był cały czas.

 

Liverpool Marathon Tadeusz Gumulka Liverpool Marathon Tadeusz Gumulka Liverpool Marathon Tadeusz Gumulka

 

Gdzieś w okolicach 34 km zorientowałem się, że mój GPS przekłamuję o jakieś 500m, albo organizatorzy źle ustawili tabliczki, a skoro GPS przekłamuje, to zdecydowanie za szybko pobiegłem. Od 35 km aż do mety bieg wzdłuż promenady, otwarta przestrzeń i mocny wiatr w twarz.


Liverpool Marathon Tadeusz Gumulka

To właśnie tutaj miałem biegnąć szybciej i próbuje to robić, ale ten wiatr nie pozwala i męczę w okolicach 4:55, do tego od 37 km łapie mnie skurcz w lewym udzie, ale w sumie nic poważnego, nie jest to ten stan z Pragi, próbuje lekko przyspieszyć, mijam tabliczkę z 38 km na zegarku czas 2:49:30, liczę szybko, że jak tak pobiegnę, to nie zejdę poniżej 3:05, ale nie dam rady przyspieszać ze względu na wiatr i ten lekki skurcz, liczę jednak na to, że jeżeli tabliczki są dobrze ustawione, a mój GPS oszukuje, to powinna być życiówka na osłodzenie.
Liverpool Marathon Tadeusz Gumulka
Męczę więc dalej ostatnie km i faktycznie metę mijam po 41,6 km wg mojego GPS, czyli oszukał mnie, ale czas na mecie 3:06:25 jest moim najlepszym czasem w maratonie.

 

Liverpool Marathon Tadeusz Gumulka Liverpool Marathon Tadeusz Gumulka Liverpool Marathon Tadeusz Gumulka

 

Odżywianie na trasie:

– piłem co 5 km, woda była w butelkach,
– miałem ze sobą 3 żele, a po drodze zabrałem jeszcze 2 z pkt. odżywczych, do tego jedna power bomba, którą wziąłem na 33 km, ale nie odczułem jakieś bombowej siły 😉

 

Liverpool Marathon Tadeusz Gumulka Liverpool Marathon Tadeusz Gumulka Liverpool Marathon Tadeusz Gumulka

 
Po biegu udałem się na zasłużone piwko w miłym towarzystwie :), na jednym się nie skończyło, piwko weszło jak nigdy, do tego przy muzyce na żywo, więc wziąłem kolejne, posłuchałem jeszcze jakiś czas sącząc piwko,po czym udałem się do hotelu.

Liverpool Marathon Tadeusz Gumulka Liverpool Marathon Tadeusz Gumulka


Zajmuję ostatecznie 76 miejsce na 2481 startujących oraz kończę 14 w swojej kategorii wiekowej na  304. 🙂
Liverpool Marathon Tadeusz Gumulka

Tak kończy się Rock’n’ Roll Liverpool Marathon

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmailby feather
%d bloggers like this: