Fell Race Marsden To Edale 15-01-2017

15-01-2017 Fell Race Marsden To Edale

Start nie był planowany i wyszedł całkiem spontanicznie, wystarczył mały impuls Marcina z klubu Above2000 i już nas tam zapisanych było kilkoro.
Fell Race chcarakteryzuje się tym, że między punktami kontorlnymi możan wybrać trasę jaką się chce.
Zaplanowałem więc wcześniej i wgrałęm do zegarka i tak nawigowałem, trochę oszukany fell race :).
Start zaplanowany na 9:00, zimno lało i wiało a w górach miałobyć jeszcze gorzej.
Ukońc zenie tego wyścigu szacowałem na 4-4,5h, bo dystans 40km nie wydawał się być zbyt duży, formy niby nie było ale 4,5h wydawało mi się bardzoi realne, no ale niestety się przeliczyłem.
Wystartowałem bardzo spokojnie i do 1 PK na 9k spokojnym średnim tempem 5:30 i nic nie zapowiadało póki co niczego złego. Wybiegłem naszczyt, a tu wiatr i deszcz i śnieg, spieprzam szybko z tej góry, ale teraz grunt pod nogami mięki, lecę a tu jeb i po kolana wpadam, podnosze się, uśmiecham w duchu że taka mameja się przewraca, biegnę dalej w dół nie mija 100m znów leżę jak długi. Za mną zbiera się grubka biegaczy widzą jak się żałośnie przewracam, więc daję im się wyprzedzić, pędzą jak herosi, ale mija 10m i leżą oboje przede mną, dobrze bo przybajmniej widze gdzie jest dziura w ścieżce. Takich ubadków do 2pk zaliczyłem chyba z 10, co ważne to co raz niżej było cieplej, 5 stopni to prawie jak lato :).
Tadeusz Gumulka

Dobiegam do drugie PK piję szybko i biegnę za wszystkimi, jednak patrzę a moja trasa w zegarku biegnie inna trasą, więc nie biegnę gdzie wszyscy tylko tam gdzie zaplanowałem. od 2 do 3O PK to dla mnie horror, w momencie wspinania sie pod górę napiernicza deszczem, że aż kłuje w policzki, wiatr też niemiłosierny, ale idę, nikogo mdookoła, widoczność może z 50m. w Połowie drogi między 2 i3 PK mam wyrysowaną trasę na wprost do CP3, tak aby było krócej, niestety jets to trasa przez trawy i bagna, wcale nie jest szybciej, co chwilę wpadam po pas w błoto, na tym odcinku są 2 przeprawy przez rwący potok, nie była to dobra decyzja, czuję jak mi wszystko zamarza. W końcu dobiegam do 3 PK, ruszam dalej, patrze na zegarek i zaczynam wątpić czy w ogóle dam radę skończyć w 5h. W połowie drogi między 3-4 PK łapię znowy fajny rytm, bo dorga prowadzi przez betonowe płyty, fajnie się biegnie mimo wiatru, skręcam znó ze szlaku na wprost do 4 PK, i gdzieś po 50m z zejścia ze szlaku łapie mnie ogromny skurcz w mieśniach dwugłowych, wyję z bólu ale biegnę, chcę to skończyć, zaczynam przeklinac dzień w którym zapisałem się na ten bieg, a Marcin który nas namówił nie wystapił w tym biegu, cwaniamk jeden.
Dalsza część biegu to na zmianę wpadanie w bagna, wiatr,m zimno.
Dobiegam w końcu do mety, są tam ludzie z Above2000, dopingująm, moje oczy tego nie pamiętają. Wbiegam na metęm coś tam do mnie mówią, ale tracę kontakt i nie wiem o co im chodzi, jestem wyziębiony, posadzii mnie na krześle i dali coś do picia, ktoś mi daje jakmieś ciastko i powoli wracam do życia, po 15-20min jest w miarę dobrze. NA mecie zameldowałem się w 5h53min zamiast w 4,5 🙂 Masakra i tyle.

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmailby feather
%d bloggers like this: